Szukamy Antoniego

Cześć!

Fajnie, że jesteś!

Z tej strony Katarzyna Czajka. Opowiem Ci jak to się stało, że tworzę teraz z grupą koleżanek, zwaną Aniołkami Antoniego, dom jego imienia.

Małgosia,
dziękuję Ci, że jesteś ze mną od początku

Małgosia, 
dziękuję Ci, że jesteś ze mną od początku

Jak to się zaczęło? - opowieść Katarzyny Czajka

To była wiosna, albo lato 2015 roku, gdy wyglądając z okien pracowni malarskiej na warszawskiej Pradze Południe, tuż obok Dworca Wschodniego (wtedy jeszcze bardzo mnie lubił tamtejszy Burmistrz) wyglądałam przez okno, aby uspokoić swoje myśli i móc malować czerwone maki, jaki symbol miłości. Tak bardzo mi wtedy potrzebnej miłości. Ale do rzeczy. Pod moim oknem była jadłodajnia, gdzie wciąż słyszałam kłótnie biednych, bezdomnych ludzi oczekujących na swoją kolejkę po wydawane jedzenie. Zaczęłam schodzić do nich i najpierw uspokajać kłótnie, a potem, aby z nimi porozmawiać. Zobaczyłam, że ci ludzie dzielą się na pewne grupy: bezdomni, biedni bo biedni i biedni bo wciąż pijani.
Moją uwagę wtedy przykuł facet, około 60, nieźle wyglądający i wcale, ale to wcale tam nie pasujący. Podeszłam do niego i zaczęłam z nim rozmawiać. To był pan Antoni. Opowiedział mi wtedy swoją historię.

Aktualizacja:
Pan Antoni się odnalazł!

To nie jest pan Antoni, nie mam niestety jego zdjęcia. Ja po prostu Szukam Pana Antoniego, bo się o niego martwię. Kiedyś go znajdę…

Historia Pana Antoniego

Pan Antoni kiedyś był przedsiębiorcą, można powiedzieć pracoholikiem. Jego praca wymagała wyjazdów w teren, nawiązywania kontaktów i była pochłaniaczem czasu, co niestety odbijało się na relacjach rodzinnych. Zaspokajał potrzeby finansowe rodziny, ale nie nawiązał z nimi zbyt silnych więzi emocjonalnych. Gdy jego interesy zaczęły przynosić straty, a on stracił płynność finansową, żona podziękowała mu za współpracę i wywaliła go z domu. Miał sporo kolegów, więc początkowo wcale się nie martwił, zanocował to tu, to tam. Ale do czasu, bo kto potrzebuje w domu kolegę od interesów, któremu nie idzie? Grono znajomych nagle zaczęło się kurczyć i wtedy pan Antoni spędził pierwszą noc na ulicy, potem drugą i trzecią, aby pozostać na ulicy prawie miesiąc.
Wtedy go spotkałam. Opowiedział mi, jak ciężko jest być na ulicy, a mimo to chcieć pracować, nie mając miejsca nawet na złożenie swoich rzeczy, regularną kąpiel, śniadanie, nie mówiąc o obiedzie, albo o koncie bankowym, na które pracodawcy mogą wpłacać wynagrodzenie za dorywczą pracę. Opowiedział mi o kradzieżach jakich dokonują ci biedni bezdomni na sobie nawzajem, o tym, że aby być na ulicy trzeba niestety pić. Inaczej Człowiek nie zniesie upokorzeń, brudu i wszystkich obrzydliwości, jakie napotyka.
Powiedział mi, że jeśli pomoc dla takiego Człowieka nie przyjdzie natychmiast, już w pierwszym miesiącu jego bezdomności, będzie bardzo trudno pomóc mu potem.
Pojechałam wtedy do Burmistrza, opowiedziałam mu tę historię i obiecałam przyjść z Panem Antonim, ale nigdy go potem już nie spotkałam. Nigdy.

Szukam Pana Antoniego w nadziei, że jemu się udało, bo chcę mu powiedzieć, że dla niego i dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy już na samym początku problemów postanowiłam utworzyć Dom Pomocy Pierwszego Miesiąca, aby zapobiegać bezdomności.

Wielkie szczęście mieli ci Bezdomni, którym udało się zająć śmietnik na swoje tymczasowe lokum. Tam spali, tam gromadzili swoje tobołki. Tam nawet kwitło życie towarzyskie, bo ci inni, co nie mieli tego szczęścia choć przez chwilę chcieli ogrzać się w tym „ciepełku rodzinnym”.

Na przestrzeni kilku lat zamarzło ich wielu, a są to: Rafał, Robert  zwany Stewardem, Piotrek, Ola… Na przestrzeni tych lat wielu z nich zmarło na liczne choroby, jakie tych ludzi dopadają od picia skażonych alkoholi, braku regularnego jedzenia, marznięcia. 

Wiecie, że ci ludzie, gdy się codziennie nie napiją, mają delirkę i padaczkę. Wiele osób mówi, że mógliby im pomóc, ale najpierw niech oni przestaną pić. Żeby to było takie łatwe.

Nie dopuszczajmy do tego, żeby w naszych śmietnikach musieli mieszkać ludzie. Zapobiegajmy, błagam.

Poznałam ich historie, niekiedy bardzo trudne, ale to też LUDZIE.

Codziennie zanosiliśmy z Gośką i Bogdanem tym ludziom rano bardzo słodką herbatę, a koło południa zupę, każdego dnia, nawet w dni powszechnie uznawane za dni wolne od pracy. Ale ja mam wolny zawód. 

Nie dawajcie im bułek, czy chleba, bo oni nie przyswajają takiego jedzenia, mają żylaki przełyku, wodobrzusze, marskość wątroby i inne schorzenia, mają problem z jedzeniem produktów stałych, jeśli chcesz pomóc, podziel się obiadem, najlepiej płynnym.

Zimą robiłam na FB akcję, pomóż Bezdomnym w swoim śmietniku, prosiłam o kołdry, poduszki, ubrania, wielu z Was mnie wspierało w tych działaniach, za co ogromnie dziękuję.

Kiedyś, latem spotkałam panią Monikę, nagrałam z nią wywiad i puściłam w sieci.

Potem, razem z Gośką i Bogdanem zajęliśmy się nią. Pomogliśmy jej napisać i złożyć wniosek do Urzędu Dzielnicy Praga Północ o przyznanie mieszkania socjalnego. Załączniki załatwiła sama.

Po złożeniu wniosku o mieszkanie zaprosiłyśmy panią Monikę i jej koleżankę na spacer i do baru. Nie były w stanie zjeść całego obiadu, a ja, łykając łzy nie mogłam przełknąć swojego.

Pani Monika była alkoholiczką, ale poszła na detoks, a raczej my ją zawiozłyśmy do szpitala w Drewnicy Ząbkach, ale tylko dlatego, że była trzeźwa. Udało się tego dokonać, bo pani Monika spędziła noc w szpitalu Grochowskim, za co serdecznie dziękuję personelowi tego szpitala.

Serdecznie dziękuję Personelowi Oddziału Detoksykacyjnego w Ząbkach Drewnicy, bo Pani Monika prosto po detoksie (dziesięć dni) trafiła na Stawki, do Schroniska dla kobiet. Tam też dziękujemy wszystkim, którzy tam pracują i mają cierpliwość pomagać biednym ludziom.

Pani Monika dzielnie walczyła o siebie, ale powiedziała mi wtedy, że po detoksie następuje okres 44 dni, nazywany przez Bezdomnych okresem Miesiąca Miodowego. Niestety zaraz po tym okresie wraca się do picia. Pani Monika też wróciła. Nie mogła już odnaleźć się w normalnym (jeśli Schronisko to normalność) świecie. Wróciła do picia, ale po jakimś czasie ogarnęła się, bo była przez kogoś kochana, kogoś, kto przygarniał ją zawsze, mimo wszystko. Gdy dostała mieszkanie, za co dziękuję Wydziałowi Zasobów Lokalowych Dzielnicy Praga Północ, wzięła pieska, tworząc jemu dom.  Niestety Pani Monika nie żyje, zmarła w niewyjaśnionych dla nas okolicznościach, szkoda… To był Człowiek, dla którego pomoc przyszła za późno. Pieskiem zajął się ktoś, kto ją kochał, dziękuję. 

 

Dlatego nie doprowadzajmy do aż takich sytuacji, pomagajmy bardzo wcześnie, już w pierwszym miesiącu problemu.

Każdy może coś zrobić, każdy może zmienić świat poprzez zmianę czyjegoś życia.

Ja zaczęłam od chodzenia po instytucjach i próbować nagłośnić temat. Pierwsze co, to wystąpiłam do Miasta o mały grant, bo chciałam nagrać film o Panu Antonim. Nawet namówiłam znajomego operatora, ale nie mam dostępu do nagrań, ale to inna historia. Grantu nie dostałam, więc zaczęłam wszem i wobec tłumaczyć, że jest CIENKA NIĆ, między sukcesem a porażką, że każdego z nas może spotkać coś, co nie pozwoli samemu iść dalej. Chciałam otworzyć DOM POMOCY PIERWSZEGO MIESIĄCA  dla osób w trudnej sytuacji, aby zapobiegać bezdomności.

NIKT, ale to nikt, z żadnej instytucji mi wtedy nie pomógł. Zaczęłam malować serię „Cienka nić”, obrazy, czarno-białe, szare, czasem z dodatkiem złota, które miało symbolizować fortunę… Nauczyłam się pisać scenariusze i wymyśliłam film Cienka nić, odmłodziłam pana Antoniego, zrobiłam z tego historię miłosną, przedstawiając wiele sytuacji, jakie znałam od Pana Antoniego. Chciałam głośno krzyczeć, że są ludzie, którzy potrzebują Twojej pomocy, że każdy z nas, drobnym gestem mógłby pomóc komuś, kto być może dzięki nam nie popełni samobójstwa.

Nie każdy Bezdomny to patologia!

Ale każdy może się nią stać, gdyby nie czyjaś pomoc.

W 2018 robiąc serię ulicznych wystaw, gdzie nagłaśniałam temat bezdomności i Cienkiej nici, która dzieli sukces od porażki, do Gośki podeszła Pani Liliana, z pieskiem.

Gośka zadzwoniła po mnie, bo akurat wtedy poleciałam do toalety.

Pani Liliana od tygodnia mieszkała pod mostem, razem ze swoim psem

Serce pękało, bo pani Liliana, która wcześniej pracowała w ogrodnictwie, gdzie również zamieszkiwała, została zwolniona wraz z grupą innych Polaków przez nową Narzeczoną Szefa. Wywalona z dnia na dzień, nie miała się gdzie podziać, a już kiedyś wcześniej korzystała z pomocy Monar-Markotu, dlatego przyjechała do Warszawy.

Pukała od drzwi do drzwi po pomoc, ale wszyscy jej powtarzali jak mantrę: proszę oddać psa do schroniska, to panią przyjmiemy do naszego schroniska.

Jak ona mogłaby pozbyć się psa, jedynej istoty, która ją kochała?

Szybka nasza decyzja i pani Liliana trafiła do nas, daliśmy jej i pieskowi dach nad głową, pierwsze jedzenie, ubranie. Daliśmy jej nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. I się ułożyło. Pani Liliana podjęła szybko pracę, na dwa etaty, spłaciła zadłużenia komornicze, dzięki Gośce rozwiodła się z niewidzianym od 30 lat mężem i złożyła wniosek o mieszkanie komunalne, ale niestety dostała odmowę, ze względu na zbyt wysokie zarobki. A ona pracowała ponad siły, żeby spłacić długi i spłaciła z ciężkiej pracy, nie z żebrania. Pomagała też innym, bardziej niż ona potrzebującym, chodziła po mieście i zbierała odzież, jedzenie, śpiwory, kołdry, aby rozdawać je tym biednym ludziom ze śmietnika. Teraz pani Liliana nie ma już siły, żeby pracować na 2 etaty, a mieszka na osiedlu Przyjaźń na Bemowie. Niedługo znowu złożymy wniosek o przydział mieszkania komunalnego, ale już w innej dzielnicy.

Widzisz, jednak udzielona pomoc ma sens. Ty też możesz pomóc komuś, możesz komuś zmienić świat.

Nie przestawałam walczyć o Dom Pomocy Pierwszego Miesiąca...

…i w kilku dzielnicach Warszawy złożyliśmy wnioski o przydział mieszkania komunalnego z przeznaczeniem na ten cel. Ursynów i Praga Północ wyraziła zainteresowanie, dostaliśmy poparcie pana Dyrektora Tomasza Pactwy i jego Biura Pomocy i Projektów Społecznych m. st. Warszawy, ale niestety po roku starań Zarząd Dzielnicy Praga Północ nam odmówił. Bo nie poradzimy sobie, bo nie pozbędziemy się zamieszkujących tam pensjonariuszy, bo… zabrakło empatii, bo zabrakło wiary, że to ma sens, bo… każdy z rozpatrujących ten wniosek ma pracę i myśli, że tak już będzie zawsze. Kolejna porażka, ale ja przekuwam ją w sukces. Jasna odmowa jest też załatwieniem sprawy. Natychmiast podejmuję decyzję, że otwieramy DOM ANTONIEGO – punkt poradnictwa psychologicznego, prawnego i zawodowego, czyli potrzebny lokal dla specjalistów, którzy w nim będą przyjmowali osoby zagrożone beznadzieją. Robimy rozeznanie i tu, dzięki Zarządowi Mienia Skarbu Państwa błyskawicznie otrzymujemy lokal w Warszawie przy ul. Ząbkowskiej 33.  

Hura! Sukces.

Właśnie go remontujemy, dzięki wsparciu instytucjonalnemu jakie otrzymaliśmy od NARODOWEGO INSTYTUTU WOLNOŚCI i dzięki wpłatom pochodzącym ze zbiórki publicznej, jaką robiliśmy podczas Lata Konesera, gdy organizowaliśmy cykl koncertów muzyki klasycznej. Mamy na ten cel łącznie 11680 zł, co oczywiście jest za mało, ale od czegoś trzeba zacząć.

I tu wkracza nasza Czarna Pantera, czyli Dorota, nasza szalona Fundraiserka.

Skuteczność 100%

Edytko, na Ciebie zawsze można liczyć, dziękuję Ci za dobre serce

Dobre serce... 100%

Dziękujemy firmom:

Ty też możesz nam pomóc!

Tak myślę, że jak dziękujemy, to warto podziękować firmie Pewit, za pomoc w tworzeniu materiałów, potrzebnych nam do promocji.

Wielkie podziękowania także dla Praskie Centrum Koneser za pomoc we wszystkich naszych działaniach. 

A wiecie jak wpadliśmy na pomysł stworzenia tego Landing Page? Mieliśmy szkolenie z fundraisingu i Pan Maciej Gnyszka zmienił nas nie do poznania, bo teraz nazywamy się Aniołki Antoniego, szukamy Antoniego i tworzymy Dom Antoniego z hasłem generała Pattona

ŚMIAŁO, ŚMIAŁO, ZAWSZE ŚMIAŁO

Dlatego proszę Cię bardzo, nie zostawiaj nas w problemie, bo potrzebujemy stałych darczyńców, dzięki którym możemy pomóc w okresie rocznym nawet do 1000 osób, które dzięki nam i TOBIE nie popadną w bezdomność, nie popełnią samobójstwa.

Jeśli 100 osób co miesiąc wpłaci nam 40 zł, czyli rocznie 480 zł każdy, a razem to już 48 000 zł, my będziemy mogli za to opłacić 240 godzin pracy psychologa, prawnika lub doradcy zawodowego. W praktyce oznacza to, że 24 osobom plus ich 5 członkom rodziny, czyli łącznie 144 osobom zmienisz świat.

Jeśli 100 osób wpłaci nam po 100 zł miesięcznie da to 120 000 zł rocznie i wtedy będziemy mogli opłacić 600 godz pracy naszych specjalistów, co w praktyce oznacza, że bezpośrednio pomożemy 60 osobom plus ich 5 osobowej rodzinie, czyli łącznie da to spokój 360 osobom. Warto? Warto pomagać.

Żeby nie było tylko smutno, to opowiem dowcip.

 

Spotykają się dwie przyjaciółki z dawnych lat. Zośka ma syna, a Maryśka ma córkę. Obie panie są teściowymi.
- Wiesz - żali się Zośka - mój syn okropnie trafił, ma żonę lenia patentowanego, nie dość, że nie pracuje, to mój syn wracając z pracy robi zakupy, a pierwsze co robi w domu to obiad. Potem skoro nabrudził, to musi posprzątać, straszne to dla mnie, jako matki, aby patrzeć na to.
- O, to faktycznie straszne - Maryśka smuci się, ale dodaje zaraz potem z dumą - moja córka za to trafiła wspaniale. Nie musi pracować, ani sprzątać, gotować. Mało tego, jej mąż nawet wracając z pracy robi zakupy.

I ten dowcip obrazuje, jak różnią się punkty widzenia w zależności od punktu siedzenia.

Moi znajomi dzielą się na tych co mogą udzielić pomocy i udzielają: 

a. Tam gdzie się wzruszą, bo mają dobre serce, 

b. Tam gdzie widzą swój interes 

c. Pod wpływem chwili 

d. Bo mnie lubią, 

e. Bo mnie nie lubią i chcą mieć mnie z głowy, żebym nie marudziła, 

f. Bo tak wypada 

Druga grupa moich znajomych nie może udzielić pomocy, bo sami mają trudną sytuację i albo proszą o pomoc, albo nie proszą, bo bardzo, ale to bardzo trudno o pomoc poprosić.

Trzecia grupa moich znajomych mówi, że jak ktoś sobie nie radzi, to znaczy, że dupa z niego i nie warto tracić kasy na takiego, lub twierdzi, że bezdomni są bezdomnymi, bo takie życie im odpowiada, a poza tym to pijaki.

Bądź moim znajomym, który wierzy w mój projekt i chce zmienić świat, pomagając tym, co tej pomocy potrzebują.

Wielu zamiast wpłacać na cele społeczne woli pobiec w maratonie nagłaśniającym jakiś cel i zrobić sobie selfika, aby wrzucić na Insta lub FB. Nie bądź taki, proszę Cię.

Trochę faktów historycznych: Trochę więcej niż rok temu, gdy przekazałam swoje obrazy na aukcję charytatywną, dołączyło do mnie ponad 90 Artystów. Te obrazy można było podziwiać w galerii Dom ze sztuką ( Zajrzyj na FB i Instagram) w Centrum Praskim Koneser. Dziękuję Artystom za obrazy i Koneserowi za udostępnienie nam powierzchni za free. Aukcja odbyła się w październiku w Mazowieckim Domu Aukcyjnym i wtedy Fundacja Godnie Żyć pozyskała sporą kwotę, która przez rok pozwoliła przetrwać naszym Podopiecznym, a mi doprowadzić do rzeczywistego urealnienia mojego projektu – powstania Domu Antoniego.

Wiesz, że część obrazów jest jeszcze dostępna i możesz je mieć? Nie dość, że pomagasz, to jeszcze masz pamiątkę. Wejdź na stronę Dom ze Sztuką na Facebook i przeczytaj więcej o tym.

Katalog z obrazami dostępny jest na stronie OneBid

Katalog z dostępnymi jeszcze obrazami jest w albumie Dom ze sztuka.